Była dżdżysta, zimna jesień. Gabinet doktora Jana Pietruszki dosłownie pękał w szwach. Pacjenci żalili się: „boli mnie głowa”, „kicham jak kichaczek”, „łamie mnie w kościach”, „czuję się, jakbym miał nogi z miękkiej plasteliny”, „cierpną mi ręce”, „kaszlę tak, że filiżanki w kredensie podskakują”… czyta Olgierd Łukaszewicz